pierwszy numer "Dwutygodnika Pałuckiego"

„Dwutygodnik Pałucki”: krótka historia

W trakcie wakacji 1990 roku w Miejskim Domu Kultury w Wągrowcu trwały intensywne prace nad sygnalnym numerem „Dwutygodnika Pałuckiego”, pierwszego lokalnego czasopisma od momentu nastania III Rzeczypospolitej.

Dwutygodnik Pałucki” do życia powołała Rada Miejska w Wągrowcu. Pierwszym redaktorem naczelnym pisma został Zbyszek Kurzyński, absolwent polonistyki Uniwersytetu  Adama Mickiewicza w Poznaniu, rodem z Piły, który w mieście nad Wełną, Nielbą i Strugą Gołaniecką założył rodzinę. Redakcja siedzibę znalazła w murach wspomnianego już domu kultury, którym podówczas kierował sprawny menadżer Gustaw Gościniak.

W prace redakcji zaangażowani byli od samego początku młodzi wiekiem i duchem pracownicy MDK, a także osoby z nimi i tą instytucją jakoś związane. Ci, którzy z różnych przyczyn nie zdecydowali się na bliższą i dłuższą współpracę, zostali przyjaciółmi czasopisma. Do nich zaliczam między innymi nieżyjącego już niestety Janka Kaspra, Anię Broniecką, Dankę Szygendę i kilka innych osób. W redakcji prócz Zbyszka Kurzyńskiego ważną rolę odgrywał Dariusz Kozdęba, który z czasem zastąpił tego pierwszego na stanowisku redaktora naczelnego. To jednak nastąpiło później.

Sygnalny numer „Dwutygodnika Pałuckiego” ukazał się 14 września 1990 roku. Jego szata graficzna była wyjątkowo skromna. Skromna była również zawartość. We wstępniaku redaktor Zbigniew Kurzyński napisał:

„Intencją osób zgromadzonych w redakcji jest oddanie do rąk Czytelników pisma, w którym rozpoznają siebie, swoje problemy na którego kształt także będą mogli wpływać. Chcemy stworzyć forum regionalne, wyjść poza granice Wągrowca, zawitać do innych miast, penetrować okoliczną wieś. Nie ukrywamy, iż nie dysponujemy obecnie bazą materialną i finansową, umożliwiającą natychmiastową realizację tych celów”

A w kolejnym numerze, który do kiosków trafił zgodnie z harmonogramem 28 września redaktor Kurzyński odniósł się do krytycznych uwag czytelników i wskazywał na powody, które utrudniają rywalizację z profesjonalnymi tytułami.  

Z czasem poziom edytorski i merytoryczny pisma wzrósł. Samodoskonaleniu dziennikarzy „Dwutygodnika Pałuckiego” sprzyjało pojawienie się na rynku wydawniczym konkurencji w postaci założonego przez reprezentantów starszego pokolenia „Głosu Wągrowieckiego”. Tego pokolenia, które karierę zawodową robiło w czasach PRL-u. Dwa pokolenia, dwie opcje polityczne. Konflikt musiał wybuchnąć! No i wybuchł… Poszło przede wszystkim o osobę redaktora naczelnego „Głosu Wągrowieckiego”, Jerzego Mianowskiego, byłego sekretarza PZPR.

Publiczny atak przeprowadził Zbigniew Kurzyński. Na łamach „Dwutygodnika Pałuckiego” napisał:

„W redakcji „Głosu Wągrowieckiego” pracują ludzie z tzw. „starej nomenklatury” (oczywiście, nie wszyscy). To nie znaczy, że jestem rzecznikiem skazywania na banicję trzech milionów byłych członków PZPR! Niemniej jednaj, jako obywatel, wymagam od tych ludzi minimum rozsądku, więcej pamięci i dobrego tonu. Jako dziennikarz, choć amator, nie mogę pozostać obojętny, gdy pan J. Mianowski, piastujący funkcję redaktora naczelnego „Głosu Wągrowieckiego”, rozczula się nad grobami katyńskimi lub ucina sobie pogawędkę z księdzem z łatwością, z którą jeszcze przed „godziną” agitował do PZPR. Jest to w moim rozumieniu postępowanie zwyczajnie wulgarne i pozbawione ludzkiego wstydu. Na takie przejawy aktywności będę reagował zdecydowanie, by nie okazało się wkrótce, że towarzysz X został katechetą, zaliczając kolejny, po marksistowskim, kurs.”

Z czasem okazało się, że zarówno zespół dziennikarski „Dwutygodnika Wągrowieckiego”, jak i miejscy radni zrozumieli, że najlepiej będzie dla obydwu stron, jeśli pierwsze w Wągrowcu czasopismo lokalne zyska pełną niezależność. I tak się też stało. Nowym wydawcą została firma „Pałuk”  Jan Kozdęba. W nowej redakcyjnej rzeczywistości stanowisko redaktora objął brat wydawcy, Dariusz Kozdęba. I to, jak się później okazało, był błąd, bowiem konflikt, który wybuchł pomiędzy braćmi spowodował początek końca „DwuPałucznika”.

Kolejnym właścicielem dwutygodnika została w 1993 roku firma SEGAL, której właściciel, Janusz Muszyńśki po kilku miesiącach postanowił zastąpić „Dwutygodnik Pałucki”  nowym tytułem, „Gazetą Wągrowiecką”. A na stanowisko redaktora naczelnego powołał Beatę Korpowską. Byłemu naczelnemu rola zwykłego dziennikarza nie odpowiadała. Postanowił wydawać własny tytuł, który trafił w ręce czytelników w 1994 roku.

„Dwutygodnik Pałucki”, wydawany przez Jana Kodębę, nabrał wiatru w żagle. Młoda, niedoświadczona życiowo i zawodowo redakcja z powodzeniem stawiała czoła konkurencyjnemu dobrze zakorzenionemu w regionie „Głosowi Wągrowieckiemu”. Działo się tak mimo braku szerokiego wsparcia społecznego, osobistych kontaktów itp.  Pismo zwiększało objętość i zyskiwało na trakcyjności. I tylko żal, że o jego losie zadecydowali nie czytelnicy czasopisma, ale ambicje jednego z „ojców „Dwupałucznika” oraz inne kwestie…

"Coś Nowego", red. nacz. Waldemar Kaiser

Dekada prasy lokalnej w Wągrowcu

Klasztor w Kartuzach, fot. Waldemar Kaiser

Klasztor w Kartuzach